Jest już czwarta nad ranem. Podejrzewam, że tylko ja tu jestem trzeźwy. Nie piłem nic, aby mieć pewność, że Francesce się nic nie stanie. Marco cały czas się dobija do niej do pokoju. Mam nadzieję, że jej to nie przeszkadza tak jak mi.
- Kochanie..... - Marco nie dawał za wygraną.
- Czy Ty się możesz w końcu zamknąć? - nerwy mi puściły. Złapałem go za szmaty i zaprowadziłem na dół do salonu. W tej samej chwili rozległ się dzwonek do drzwi. Kto mógłby przyjść o tej porze? Może to policja? Wątpię. Sąsiedzi za bardzo się boją, aby policje wzywać. Postanowiłem otworzyć. Ciekawe kogo niesie.... Jeszcze przez chwilę się zawahałem, ale jednak otworzyłem. Moim oczom ukazała się śliczna, a zarazem zdenerwowana blondynka, oraz szatyn z postawioną metrową grzywką na żel. Mieli przy sobie walizki. Muszę przyznać, że w tym momencie jestem zdezorientowany.
- Pomóc w czymś? - zapytałem jakby nigdy nic.
- Ha i jeszcze się pyta. - spojrzała na chłopaka i zwróciła się do mnie. - Teraz kończysz imprezę....
- Jakim prawem Ty mi rozkazujesz? - zdenerwowała mnie.
- Takim, że jak tego nie skończysz to Francesca wróci do Włoch.
- Co? - Ona chce wrócić? I to jeszcze przez tą imprezę? - Marco, Felipe, Leon wynocha z mojego domu!
- Staaaaaryy. - bełkotał, gdy wyłączyłem muzykę.
- Wyjdźcie z mojego domu! - krzyknąłem na całe gardło. Mam nadzieję, że nie obudziłem Francesci.
*Francesca*
- Wyjdźcie z mojego domu! - ten wrzask mnie obudził. Muzyka ucichła. Co tu się dzieje? Postanowiłam zaryzykować i wyjść. Niepewnie przekręciłam kluczyk w drzwiach i wyszłam z pokoju. Zdziwiło mnie to, że na górze nikogo nie było. Zeszłam po schodach na dół. Tam też nikogo nie było. Weszłam do salonu, a tam zobaczyłam Ludmiłe, Federico i Diego. Od razu podbiegłam do Luśki i rzuciłam się jej na szyję.
- Ej, a ja to co? - zapytał Feder z miną przybitego pieska. Odsunęłam się od Lu i przytuliłam się do Federico, który mnie podniósł i okręcił parę razy wokół własnej osi.
- Jak ja się cieszę, że tu jesteście.....
- Kochanie..... - Marco nie dawał za wygraną.
- Czy Ty się możesz w końcu zamknąć? - nerwy mi puściły. Złapałem go za szmaty i zaprowadziłem na dół do salonu. W tej samej chwili rozległ się dzwonek do drzwi. Kto mógłby przyjść o tej porze? Może to policja? Wątpię. Sąsiedzi za bardzo się boją, aby policje wzywać. Postanowiłem otworzyć. Ciekawe kogo niesie.... Jeszcze przez chwilę się zawahałem, ale jednak otworzyłem. Moim oczom ukazała się śliczna, a zarazem zdenerwowana blondynka, oraz szatyn z postawioną metrową grzywką na żel. Mieli przy sobie walizki. Muszę przyznać, że w tym momencie jestem zdezorientowany.- Pomóc w czymś? - zapytałem jakby nigdy nic.
- Ha i jeszcze się pyta. - spojrzała na chłopaka i zwróciła się do mnie. - Teraz kończysz imprezę....
- Jakim prawem Ty mi rozkazujesz? - zdenerwowała mnie.
- Takim, że jak tego nie skończysz to Francesca wróci do Włoch.
- Co? - Ona chce wrócić? I to jeszcze przez tą imprezę? - Marco, Felipe, Leon wynocha z mojego domu!
- Staaaaaryy. - bełkotał, gdy wyłączyłem muzykę.
- Wyjdźcie z mojego domu! - krzyknąłem na całe gardło. Mam nadzieję, że nie obudziłem Francesci.
*Francesca*
- Wyjdźcie z mojego domu! - ten wrzask mnie obudził. Muzyka ucichła. Co tu się dzieje? Postanowiłam zaryzykować i wyjść. Niepewnie przekręciłam kluczyk w drzwiach i wyszłam z pokoju. Zdziwiło mnie to, że na górze nikogo nie było. Zeszłam po schodach na dół. Tam też nikogo nie było. Weszłam do salonu, a tam zobaczyłam Ludmiłe, Federico i Diego. Od razu podbiegłam do Luśki i rzuciłam się jej na szyję.
- Ej, a ja to co? - zapytał Feder z miną przybitego pieska. Odsunęłam się od Lu i przytuliłam się do Federico, który mnie podniósł i okręcił parę razy wokół własnej osi.
- Jak ja się cieszę, że tu jesteście.....








